wtorek, 18 października 2016

Nadchodzi zima



Moja koleżanka skomentowała ciszę na blogu i fb słowami: „pachnie lenistwem”. Cóż, tak to właśnie może wyglądać…
W rzeczywistości sprawy mają się dokładnie na odwrót, tylko brak mi czasu na robienie zdjęć i sklecenie kilku słów, żeby pochwalić się światu i koleżankom ;)
A uskuteczniałam zajęcia wszelakie z wyjątkiem przędzenia. Nasajmpierw pokażę co wynikło z drutingu. Nadchodzi zima i prace idą pełną parą do przodu :)

Jesienny niekompletny komplecik w kolorach naturalnych
Wiosną pofarbowałam naturalnie 5 motków wełny (do obejrzenia tutaj). Od razu założyłam, że zostaną one wykorzystane w tym samym projekcie. I oto on: czapka+szyjogrzej.

wzór wurm czapka na drutach

wurm pattern

Czapka powstała według wzoru Wurm Kathariny Nopp, a szyjogrzej jest jego wariacją. Czapka ma podwójny brzeg – to świetne rozwiązanie, brzeg jest gęsty i nawet gdy mocno wieje nie jest przewiewny i zatoki pozostają bezpieczne ;) Szyjogrzej jest spory – ma jakieś 235 cm w obwodzie, co wystarczy aby owinąć się nim trzy razy.
W planach mam jeszcze rękawiczki do kompletu. Ale czy powstaną? Któż to wie? ;)
A to ja, matka w pędzie, podczas pozorowanych prac ogrodniczych w jesiennym niekompletnym kompleciku.
 


To już nawet nie fristajl, czyli jagody w malinach
W tak zwanym międzyczasie (czyli w czasie dodatkowych treningów Wojtasa) uprzędziona wełna czarnogłówki, którą już po farbowaniu pokazywałam tutaj, zamieniła się cudownym sposobem w chustę. Zamiana ta odbyła się bardzo spontanicznie, bez wykorzystania żadnego konkretnego wzoru/projektu, jak również bez większego planu co do wyglądu całości. Co orzeszek pod kopułką pomyślał, to rąsie zrobiły ;) Skutkiem jest niezmierzona liczba błędów i niedoróbek. Ale… ale… jest to chyba pierwsza rzecz, którą wydziergałam bez korzystania z gotowca. Szumnie nazwijmy: autorska ;P





W związku z tym, że nie musiałam pilnować wzoru druting przebiegał całkowicie bezstresowo ;)
Zrobienie tej mocno niedorobionej chusty było bardzo cenną lekcją. W końcu uczymy się na WŁASNYCH błędach.

Szaliczek Wojtusia (w toku)
Kiedy szukałam pomysłu na przerobienie farbowanki Wojtusia na szaliczek Wojtusia, wpadłam na brioszkę. W tempie ekspresowym dofarbowałam kilka kolejnych motków, podszlifowałam podstawy teoretyczne i szaliczek jest „w trakcie”, a jeśli wystarczy włóczki to powstanie jeszcze czapeczka.
Bardzo mi się ten sposób podoba, choć jest bardziej pracochłonny – każdy rząd przerabiany jest dwa razy (dwoma kolorami). Niewątpliwą zaletą jest fakt, że tak udziana dzianina jest bardzo mięsista i miękka, a więc powinna być również ciepła.



ręcznie farbowana wełna


To nie koniec dziewiarskich wyczynów. Powstały jeszcze dwa udziergi, ale z tej racji, że ich projektantką jest jedna osoba, one również pojawią się razem w osobnym wpisie.
A tymczasem idę progresować szaliczek Wojtusia, bo robi się coraz chłodniej…

poniedziałek, 26 września 2016

Pędem po urlopie


W tym roku na urlop czekaliśmy jak na zbawienie. Był odcięciem od nieprzyjemnych okoliczności, które miały miejsce przez ostatni rok. I oczywiście urlop ten był w pełni zasłużony ;)
W tym roku również pomknęliśmy w góry – na pogranicze Gorców i Pienin.
W tym roku spędzaliśmy go w czwórkę (+psies).
I w tym roku również był zdecydowanie zbyt krótki :)
























To tak w telegraficznym ;)

wtorek, 2 sierpnia 2016

Wyczyny szalonego farbiarza. A w zasadzie trzech farbiarzy.



Rzeczone wyczyny miały miejsce na początku lipca (i w tym momencie utrwala nam się motyw przewodni niniejszego bloga, czyli „Lepiej późno niż później” ;) ).
Do zamiany mojej kuchni w farbiarnię przyczyniła się w głównej mierze pewna młoda osoba, która zgłosiła się do mnie celem pofarbowania pół kilograma włóczki wełnianej na kolor pasujący do innego pół kilograma włóczki, tak aby można było połączyć obie nitki w jednym swetrze.
Moim celem było pofarbowanie czegosięda, tak aby jakoś to wyglądało (w ramach samokształcenia w rzemiośle domowego farbiarza).
Celem trzeciej osoby z naszej trójki – Pana Wojtka, czyli osobistego Synusia nr 2 – było własnoręczne pofarbowanie włóczki, tak aby matka mogła poczynić z niej nowy szaliczek na zimę.
Tyle przynudzania, teraz efekty, czyli lecimy focie :)
Gość farbował włóczkę samodzielnie
Po płukaniu
Pan Wojtek w akcji
Efekty pracy Pana Wojtka
Do kompletu
ręcznie farbowana włóczka
Fuksjowe bliźniaki mojej produkcji
 ręcznie farbowana włóczka
 ręcznie farbowana włóczka
ręcznie farbowana włóczka
Wyszły też niebieskości z zieleniami
Wcześniejszy nieudany eksperyment został przefarbowany
 
Uprzędziona w pojedynczą nitkę czarnogłówka, ale o tym będzie kiedy indziej ;)
 ręcznie farbowana włóczka
 

Lepiej późno niż później

Haaaloooo? Zagląda tu ktoś jeszcze? Przerwa w blogowaniu była całkiem zacna, ale wygląda na to, że już się skończyła ;) To lecimy :D  ...