Wełna wyschła, przyszła więc pora na jej zgręplowanie. Zanim
puściłam w ruch koła gręplarki, rozluźniłam w palcach poszczególne pasma. Przy
okazji wysypało się jeszcze trochę paprochów :).
Przed...
Po...
Kiedy kupka zbitych kłaczków zamieniła się w delikatną chmurkę, zaczęłam
sukcesywnie podawać małe partie na mniejsze koło gręplarki.
Duże koło przejmowało
wełnę z małego, a kiedy się zapełniło zdjęłam zgręplowany płat wełny. Zgodnie z
instrukcją dołączoną do gręplarki, podzieliłam go na pół i zgręplowałam
każdą z połówek raz jeszcze. I jeszcze raz. I znów z wełny wysypało się trochę
paprochów :).
Niestety część została jeszcze w wełnie. Podobnie jak nieliczne przystrzyżenia.
Wełna po zgręplowaniu zmieniła się w pasmo puchatej,
delikatnej waty. Bardzo przyjemnej i miękkiej.
Dzieciaki stwierdziły, że to chyba broda Mikołaja ;).
W następnym odcinku będziemy tą "brodę Mikołaja" prząść.