Wbrew pozorom prace trwają. Tempo owych prac może nie jest szczególnie zadowalające, niemniej jednak jakiś ruch w "interesie" jest ;)
Przybyły kolejne dwa kolorowe motki wełny skandynawskiej. Jeden z nich został pofarbowany liśćmi orzecha włoskiego, korą kruszyny i łuskami cebuli, drugi - aronią, mniszkiem lekarskim i wrotyczem.
Skończyłam też prząść farbowaną (naturalnie, a jakże) czesankę Poltopsu. Przędłam dość cienko, więc troszkę czasu mi to zajęło ;)
Przebrałam, wyprałam i uprałam nieco z 10 kg kupionego runa czarnogłówki. To motek po lewej. Mimo że czarnogłówka jest rasą mięsną, wełna jest świetna. Początkowo sprawiała wrażenia twardej, sztywnej, nawet po wypraniu. Po uprzędzeniu okazała się całkiem przyjemna. Zachwyciła mnie. Mam ją już na drutach i spisuje się znakomicie. Żałuję, że nie kupiłam więcej ;)
Oczywiście nie obyło się bez wpadek :/ Pofarbowałam całe mnóstwo, bo aż 300 g, czesanki na... żółto. Jest to efekt raczej bardzo średnio udanego eksperymentu z farbowaniem na kilka kolorów w jednym garnku. Nie przepadam za żółtym, szczególnie w takich ilościach, więc czesanka zdecydowanie zostanie dofarbowana innym kolorem...
Drugi "piękny" żółty - taśma po lewej - wyszedł z farbowania solarnego. Na to na razie nie mam pomysłu.
Czyli dziś to tak o wszystkim i o niczym...
niedziela, 26 lipca 2015
piątek, 17 lipca 2015
Malbork inaczej
niedziela, 28 czerwca 2015
Dwie osnowy, czyli mój własny geniusz mnie zadziwia…
…jak mawia JC z bardzo popularnego programu motoryzacyjnego
produkcji brytyjskiej.
Moment olśnienia (lub przebłysk geniuszu ;D ) przyszedł całkiem niespodziewanie - w pracy. I wtedy wszystko stało się jasne...
Po dojrzeniu do tematu i znalezieniu chwilki czasu
przystąpiłam do dzieła. Za osnowę posłużyła nieśmiertelna Virginia Aniluxu w
kolorze szarym, w ilościach testowych, tj. o długości około 1,2 m.
Zdecydowałam się na przygotowanie dwóch osobnych osnów, choć można je snuć
jednocześnie. Osnowy różnią się odcieniem, aby łatwiej było kontrolować
powstawanie tkaniny. W roli wątku wystąpiły resztki bawełnianych pasków z pociętych
koszulek, z których tkałam dywaniki. Oczywiście, cała operacja była prowadzona
w tempie ekspresowym, czyli w sposób baaardzo prowizoryczny.
| Prowizorka goni prowizorkę, ale co tam... Grunt, że się tka. |
A oto efekt końcowy. Przed wykończeniem.
| Łapki Juniora w mojej dwuosnowówce. |
Jest kilka drobnych błędów, ale nie będę się nimi chwalić ;P
Wraz z kolejnymi centymetrami tkaniny widać postępy w łączeniu brzegów, przy
czym wydaje mi się, że lewa strona pod tym względem wygląda lepiej. Góra
wygląda już prawie przyzwoicie. A teraz kilka zdjęć łączenia, dla kogoś
szczególnie zainteresowanego :)
| Prawa strona, łączenie 1. |
| Prawa strona, łączenie 2. |
| Lewa strona, łączenie 1. |
| Lewa strona, łączenie 2. |
niedziela, 21 czerwca 2015
O Jakubku
Ten wpis dedykuję Juniorowi. Choć zapewniam, że wszelkie podobieństwo jest przypadkowe :)
Fascynację
Jakubkami, czyli owcami Świętego Jakuba, przeżywało chyba wiele prządek.
Przyszła pora i na mnie ;) Zakochałam się w tych czterorogich owcach o
diabelskim wyglądzie od pierwszego wejrzenia.
O rasie
można znaleźć sporo informacji w sieci, więc nic odkrywczego raczej tutaj nie napiszę.
Kto ciekaw dlaczego rasa ta nosi nazwę Świętego Jakuba może zajrzeć na przykład
tutaj lub tutaj. Łebski facet
ten Jakub był :D
W każdym
razie runo Jakubków stało się obiektem mojego pożądania. Musiałam je mieć, i to
najlepiej już. I zaskakująco szybko weszłam w jego posiadanie. Podobno co drugi
głupi ma szczęście, tylko trzeba się dobrze w kolejce ustawić ;)
Dostałam strzyżę z dwóch owiec. Wełna zachwyciła mnie totalnie. Z pierwszej owieczki okazała się bardzo przyjemna w dotyku, delikatna i miękka. Z drugiej – już bardziej szorstka i bardziej zabrudzona. Jak nic musiał to być baran ;D Zwykle podczas prania wełny woda zamienia się w mniej lub bardziej błotnistą breję, ale tym razem woda przybrała owszem kolor bury, ale raczej mlecznobiało-bury. Po praniu wełna pozostała nieco tłusta i miała całkiem przyjemny, choć niezbyt owczy zapach.
Dostałam strzyżę z dwóch owiec. Wełna zachwyciła mnie totalnie. Z pierwszej owieczki okazała się bardzo przyjemna w dotyku, delikatna i miękka. Z drugiej – już bardziej szorstka i bardziej zabrudzona. Jak nic musiał to być baran ;D Zwykle podczas prania wełny woda zamienia się w mniej lub bardziej błotnistą breję, ale tym razem woda przybrała owszem kolor bury, ale raczej mlecznobiało-bury. Po praniu wełna pozostała nieco tłusta i miała całkiem przyjemny, choć niezbyt owczy zapach.
Jak Jakubek
wygląda, każdy widzi. Jeszcze zanim dotarły do mnie worki z wełną,
zastanawiałam się czy segregować kolory i prząść każdy z nich osobno, czy
raczej połączyć wszystkie barwy w jednej nitce. Czyli mówiąc krótko, co zrobić,
żeby skarbu nie zmarnować. Szczerze mówiąc, szkoda mi było prząść osobno każdy z
kolorów; cała uroda jakubkowej wełny polega właśnie na tych kolorach i ich
połączeniu. Pozostało pytanie, jak ją uprząść, żeby jej nie spaprać. I to
właśnie zamierzałam przetestować. Uprzędłam z niej na próbę trzy różne nitki.
Pierwsza od lewej:
wełna wyczesana na szczotkach, ułożona od ciemnego do jasnego, navajo.
Środkowa: wełna
wyczesana na szczotkach, ułożona od ciemnego do jasnego, podwójna nitka.
Trzecia od lewej, czyli pierwsza od prawej:
kolory wymieszane na gręplarce, podwójna nitka.
Najbardziej podoba
mi się navajo :) Za
melanżami zbytnio nie przepadam, a szary jak na mój gust jest za bardzo
zmiksowany. Potem
nastąpił ciąg dalszy testów.
Bo przecież liczy się nie tylko uroda samej
włóczki, ale przede wszystkim wygląd dzianiny, która z niej powstanie. Z każdej
nitki powstała więc próbka: 20 oczek na drutach nr 3, rzędów tyle, ile wyszło
;) Wszystkie trzy wyszły nieźle, ale dalej najbardziej podoba mi się navajo.
I to na
razie tyle testowania. I przędzenia. Muszę odkurzyć krosno, bo wydaje mi się,
że rozwiązałam w końcu małą zagwozdkę, która nie dawała mi spokoju od dłuższego
czasu. O wynikach Szanownych Czytelników z pewnością poinformuję.
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Kolor rządzi!
Na pierwszy ogień bliżej nieznana, dość szorstka przędza ze
Skandynawii. To wszystko, co o niej wiem. A – i jeszcze to, że pięknie
przyjmuje kolory :D
| Góra: aronia, mniszek, łubin. Dół: kora kruszyny, mniszek. Niebieski w rzeczywistości nie jest tak jaskrawy, a czerwony jest bardziej czerwony ;) |
Teraz „szkoleniowa” czesanka z Poltopsu, farbowana w taśmie,
a właściwie w dwóch taśmach na dwa różne zestawy kolorów. Niestety, część
pięknej czerwieni uzyskanej z kory kruszyny spłynęła wraz z wodą przy
praniu uprzędzionej nitki. Ale może dzięki temu kolory są bardziej stonowane.
| Szczaw, aronia, kora kruszyny, łuski cebuli. |
| Mniszek lekarski, nieudany eksperyment też z mniszkiem, łuski cebuli, kora kruszyny. |
| Fraktale z powyższych. |
| Zbliżenie. |
| Jeszcze jedno zbliżenie. |
I na koniec kilka wariacji z trzema kolorami merynosa.
| Od lewej: trójnitka w trzech kolorach, dwa kolory i luźny skręt, 2 motki navajo. |
| Moja pierwsza trójnitka :) |
| Navajo. |
Może nie było super produktywnie, ale zabawa przy farbowaniu była świetna :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Lepiej późno niż później
Haaaloooo? Zagląda tu ktoś jeszcze? Przerwa w blogowaniu była całkiem zacna, ale wygląda na to, że już się skończyła ;) To lecimy :D ...
-
W styczniu 2/3 moich dzieci zadeklarowało w szkole uszycie szmacianej laleczki w ramach projektu UNICEF Wszystkie kolory świata. Dwa razy n...
-
Wełna wyschła, przyszła więc pora na jej zgręplowanie. Zanim puściłam w ruch koła gręplarki, rozluźniłam w palcach poszczególne pasma. Prz...
-
Haaaloooo? Zagląda tu ktoś jeszcze? Przerwa w blogowaniu była całkiem zacna, ale wygląda na to, że już się skończyła ;) To lecimy :D ...












