czwartek, 28 kwietnia 2016

Przycisnęłam Julkę



Tak się porobiło, że w mieszkaniu taty musieliśmy zlikwidować stare wykładziny z przedpokoju. Miały lat, eee… dziesiąt. Parkiet pod nimi był w świetnym stanie i nie chcieliśmy żeby się zniszczył. W tej sytuacji najbardziej oczywistym rozwiązaniem było własnoręczne wyprodukowanie dywanika.
Z pomiarów wynikało, że jego długość musi wynosić około 3,5m, a szerokość 90cm. No ale co to za problem, nawet jeśli ma się krosno o szerokości 65cm ;)


Dywan(ik) powstał na dwóch osnowach. Problemem, którego nie przewidziałam było to, że nawijana tkanina mogła się na Julce nie zmieścić. Ot, szczegół. Było bardzo ciasno… Ale jakoś się udało.



Powstał naprawdę spory kawał dywanu, choć z powodu rozmiarów oraz mojego błędu przy przygotowaniu osnowy, a później kolejnego w trakcie tkania ma pewne usterki, z powodu których nie można go uznać za dzieło szczególnie udane.
Nie przewidziałam również jeszcze jednej rzeczy: dywan(ik) nie zmieści się w pralce… I to jest najistotniejsza wada całego przedsięwzięcia.


Dywan(ik) został uroczyście rozesłany i obfotografowany przy aktywnym współudziale moich Panów, którym w tym miejscu chcę podziękować za sesję zdjęciową. Ha! A nie mówiłam, że wrzucę Wasze fotki na bloga? :P











5 komentarzy:

  1. Jest po prostu świetny. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. kawał dywanu! świetne ma kolory :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty tu takie rzeczy, a ja przegapiam! Dywanik (raczej zasługuje już na miano dywanu) piękny wyszedł.
    A Panowie Ci wybaczyli ten fotograficzny figiel? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję :)
    Panowie byli całkowicie świadomi, czym skończą się ich żarty. Zaczęłam nawet podejrzewać, że wykorzystują mój blog celem lansu ;)

    OdpowiedzUsuń