czwartek, 10 marca 2016

Kurczaki - znów święta...



Ostatnie dwa miesiące minęły nam pod znakiem katarów, przeziębień, zapaleń oskrzeli i jelitówek występujących w różnych konfiguracjach personalnych. Mam nadzieję, że wraz z wychorowaniem się Małego (lat 12, 162 cm wzrostu), ten etap zostanie już definitywnie zakończony i nareszcie będzie można pomyśleć o nadchodzących świętach. Czas najwyższy, bo wiosna już do nas zawitała.
Wraz z nią pojawiło się również szemrane towarzystwo.
ozdoby wielkanoc rękodzieło
ozdoby wielkanoc rękodzieło
Gęby ma cokolwiek podejrzane.
Nóżki nieco krzywe.
 A ogony zawinięte jak precelki.


Towarzystwo wykluło się z bawełny według wzoru Dropsa z kilkoma modyfikacjami genetycznymi. Aby wygląd miało przyzwoity, dorobiłam mu kuperki. Dzięki temu nie będzie gorszyć wysypującym się wypełnieniem z resztek włóczki.
I jeszcze kilka fotek.

szydełkowy kurczak
I to na tyle :)

środa, 9 marca 2016

Wystawa tkaniny dwuosnowowej z Podlasia

W drodze do roboty mignęło mnie to:
Może ktoś z Szanownych Czytelników byłby zainteresowany, więc wrzucam :)
Troszkę więcej informacji można znaleźć na stronie Kujawsko-Pomorskiego Centrum Kultury w Bydgoszczy lub fb.


poniedziałek, 7 marca 2016

Kwadratowy sweter


Tematem przewodnim wpisu jest fakt, że życie rękodzielnika amatora nie składa się z samych sukcesów, a wręcz przeciwnie. No, przynajmniej w moim wypadku...
Kiedy zobaczyłam ten sweter na blogu Swetry Doroty to nie było innej opcji. Musiałam taki mieć. Tak zupełnie przypadkiem miałam trochę odpowiedniej czesanki.
ręcznie farbowana wełna
Czesanka była farbowana jeszcze jesienią, a dwa pasma zostały przefarbowane po wcześniejszych eksperymentach, których efektem była zabójcza ilość koloru żółtego. Do farbowania używałam m.in. owoców bzu czarnego, czarnej porzeczki, wrotycza, rumianu, aksamitki i kory kruszyny.
Wraz ze wzrostem pożądania swetra przyrastało też przędzy na szpulce kołowrotka. Uprząd pozostał w formie pojedynczej nitki.
Uprzędziony singiel do pary dostał dropsową Karismę w kolorze szarym. I wtedy zaczęła się zabawa… Choć wszystko podpowiadało mi żeby zrobić na odwrót, to zaczęłam robić sweter od zewnątrz do środka. Poczyniłam odpowiednie (?) przeliczenia, nabrałam oczka i zaczęłam je przerabiać. Niepokoiło mnie tylko tempo znikania kolejnych motków Karismy… Kilka razy przeliczałam założenia techniczne i spodziewany rozmiar swetra… Domówiłam kolejne 10 motków Karismy… W 2/3 roboty dokręciłam kolejne metry kolorowego singla...
Skończyłam plecki i … No właśnie. Cyc. Cyc na samym środku pleców. Do tego sweter wyszedł dużo za duży (choć podobno oversizy są modne w tym sezonie ;) ).
I co? I nic :) Sprułam. Masochistycznie kilka fotek wstawiam. 
Ale temat kwadratowego swetra na tym się nie zakończył, o nie. Moja determinacja była zbyt wielka. Prując cyca od środka, zaczęłam jednocześnie robić drugi sweter. Teraz, jak od samego początku podpowiadał rozum, od środka do zewnątrz, dodając oczka narzutami. Swetra-dawcy ubywało, swetra-biorcy było coraz więcej. Dzięki ażurowi wyszedł nieco inny od pierwowzoru, ale też mi się podoba. Jest bardzo ciepły :) Muszę jeszcze tylko przyszyć jakieś zatrzaski lub guziki. Ta dam - po blokowaniu:
sweter ręcznie robiony na drutach
 Ufff, na całą tą zabawę z dzierganiem zeszły mi dwa miesiące. Ale nie żałuję :)