poniedziałek, 12 listopada 2018

Trening czyni mistrza. Nawet ze mnie





No, może niekoniecznie aż mistrza, ale wykazałam znaczący postęp w drutowaniu skarpetek. Co oznacza w praktyce, że mogę je już zrobić wyrabiając palce i piętę rzędami skróconymi bez patrzenia w opis, do tego obie jednocześnie.
Tak więc, mili Państwo, trening, trening i jeszcze raz trening. Chcąc opanować jakąkolwiek umiejętność trzeba ją powtarzać aż do znudzenia. Przy czym ważne jest, żeby trenować zarówno umysł, jak i ciało. Bo jedno bez drugiego… no cóż ;)
I nie, robienie skarpetek absolutnie mi się jeszcze nie znudziło, wręcz przeciwnie, mam mnóstwo pomysłów, tylko jak zwykle czasu nie wystarcza.

Do tej pory powstały:
Skarpety nr 1 dla Najlepszego Instruktora (zwracamy uwagę na Kota, dokonującego obioru prac)




Skarpety nr 2 dla Najlepszego Instruktora. Tak, paski są różne :)



Skarpety dla Innego Instruktora, Też Dobrego


Skarpety dla Najmłodszego Dziecka. Na szczęście nigdzie ich nie posieje, bo zakłada jedynie na noc do spania :)




Skarpety dla Pani, która świetnie gotuje i kocha to robić, i nie raz uratowała nasze marne jestestwa przed zejściem z głodu.





Skarpety dla pędzącej matki, żeby nie było, że szewc bez butów… są w trakcie. Ale ostatnio wolne wieczory spędzam przy krośnie, więc nie jest pewne, kiedy matczyne skarpety dokończę.