niedziela, 6 sierpnia 2017

Lato



Jesteśmy już na półmetku wakacji, a w zasadzie to już lecą nawet z górki. Niestety… W tym roku wakacje mijają bardzo spokojnie (nareszcie!), co nie znaczy że leniwie lub powoli.
W końcu zrobiło się ciepło i pada nieco rzadziej. Z tyłu głowy kołacze się jednak ciągle myśl, że nadchodzi zima. W piwnicy przybywa zapełnionych słoików, zamrażarka wypełnia się mrożoną fasolką, cukinią i grzybami. Kto to wie, co będzie, kto wie… Z ogórkami wzięłam już rozbrat, w planach jedynie został sos pomidorowo-pieczarkowy (do mrożenia) oraz buraczki (w słoiki). Na tym działalność domowej przetwórni w tym roku się zakończy. No może przetestuję jeszcze przepis na grillowaną paprykę w oleju z octem…
Ogród został w zasadzie porzucony, wpadam tam tylko, żeby zebrać co należy. Zdziczał do tego stopnia, że sójki i kosy poczuły się całkowicie bezkarne i zjadają wszystkie owoce – borówki, maliny – które mają kolor inny niż zielony. Do tego wczoraj pod płotem czmychnął rudy ogon, co źle wróży również orzechom. Trzeba odzyskać kontrolę, bo żywizna za bardzo się rozbestwiła ;) Za broń pierwszej obrony posłużyła firanka od Najlepszej Teściowej rozwieszona nad borówkami. Jest nadzieja.
Na froncie rękodzielniczym też się dzieje, i to szybciej niż nadążam opisywać. Mimo bardzo ciepłych nocy wełniane skarpety, o których pisałam ostatnio, cieszą się powodzeniem.


I tak ma być :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz