poniedziałek, 26 maja 2014

Tytułem wstępu


Witam wszystkich zaglądających :)

Zanim przejdę do właściwego blogo-pisarstwa zamieszczę kilka słów wstępu. Tak na wszelki wypadek, gdyby jednak kogoś to interesowało ;)
Przez kilka lat zajmowałam się dziewiarstwem – robiłam różne „dzieła” na drutach i na szydełku na potrzeby własne i najbliższej rodziny. Jak wiecie, na rynku jest cała masa różnych włóczek. Jak wiecie, wybór zwykle jest trudny, bo często nie wiadomo na co się zdecydować, a wszystkie kuszą, szczególnie jeśli są w promocji ;)
Jakiś czas temu (w sumie było to nawet dość dawno) zakiełkował w mojej głowie pomysł, w zasadzie chęć nieodparta, żeby taką włóczkę zrobić sobie samemu. I kupić kołowrotek. No i się zaczęło... Jak zwykle w takich przypadkach największym problemem były sprawy finansowe.
Pomysł rósł i dojrzewał, a w tzw. międzyczasie całkiem niespodziewanie pojawiła się niezwykle atrakcyjna możliwość pozyskania dofinansowania. Po spędzeniu jednej nocy na pisaniu wniosku, za pośrednictwem Lokalnej Grupy Działania „Podgrodzie Toruńskie” oraz niezwykle sympatycznych pracowników Urzędu Marszałkowskiego mam swoje zabawki. Do kołowrotka dołączyło jeszcze krosno, gręplarka oraz drobniejsze wyposażanie typu czółenka czy motowidło.

I tak zaczęło się kręcić :)
Matka w pędzie

2 komentarze:

  1. Mnie interesuje! :-D. Może przędzenie mniej, ale chętnie poczytam i pooglądam. A na pewno niecierpliwie wypatrywać będę Twoich tkackich wyczynów. Trzymam kciuki, żeby w tym pędzie nigdy nie zabrakło Ci czasu na włókienniczy samorozwój ;-).

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję i zapraszam :) Ostrzegam, że przędzenie też bardzo wciąga ;)

    OdpowiedzUsuń